Czwartkowy wieczór w pubie Classic w Pile był ostatnim w tym roku spotkaniem z bluesem w naszym lokalu. Sezon koncertowy zamykał wraz z pilskimi muzykami Jan "Izba" Izbiński. Być może ten fakt był przyczyną tak sporej frekwencji, a być może, a raczej na pewno - wykonawca, który jest niejako żywą legendą z bardzo ciekawą, muzyczną biografią. Nikt nie wyszedł z klubu zawiedziony, chociaż niektórzy zdziwieni byli trochę innym stanem rzeczy. Jan Izbiński nie zabiera ze sobą "żywego składu", posiłkuje się playbackami, tj podkładami muzycznymi, na których ma zgraną sekcję rytmiczną, czasem rozbudowane orkiestry. To nie przeszkadzało, natomiast od początku do końca pozostaliśmy pod urokiem wokalu. Nie bez kozery mówi się o "Izbie" - polski murzyn. Rzeczywiście, wystarczyło zamknąć oczy i posłuchać... Wokal to jedno, zachwyciło publiczność również gitarowe frazowanie. Czuło się obecność wczesnych mistrzów, takich jak BB King. Bez fajerwerków i ścigania się po gryfie. Po prostu bluesowy feeling, okraszony celnymi blue notes. Okazało się, że spokojny, zrównoważony choćby z racji wieku "Izba", na scenie zmienia się w miarę odgrywanych kawałków w istny dynamit. Długo pamiętać będziemy "Just a gigolo" w jego wykonaniu. Po drugim secie, zgodnie z zapowiedzią, na scenie pojawili się pilscy instrumentaliści. Zapraszamy do obejrzenia materiału filmowego. Rozmowa z Janem Izbińskim i fragmenty koncertu. (js)